Aktualności

Moje codzienne ż(sz)ycie

Szyję anioły od ponad roku, z dnia na dzień robię to z coraz większym zaangażowaniem. Cieszę się, że to co tworzę trafia do Was i jestem też wdzięczna, że okazujecie mi tyle serca 🙂 a przede wszystkim kupujecie moje uszytki. To uskrzydla, dodaje motywacji i chęci. Naprawdę, jeśli się lubi to co się robi, praca staje się łatwiejsza.

Wiele razy pytacie mnie jak ja to robię – dom, małe dzieci i jeszcze szycie? Jak? No właśnie sama nie wiem. I nie mam złotej rady jak założyć biznes z trójką małych dzieci. Na to składa się bardzo dużo czynników. Po pierwsze i najważniejsze dla mnie w tym wszystkim jest to, że wszystko oddaję Jezusowi. Zawdzięczam mu kolejny dzień, siły i zdrowie oraz powodzenie materialne. Dzięki temu, że ufam Bogu, wyzbyłam się strachu i niepewności o jutro. O to za co kupie materiał, opłacę, rachunki, utrzymam działalność. Nie boję się stracić, bo nie pokładam w tym ufności. Oczywiście, że chcę mieć więcej, rozwijać sie i inwestować, ale nie uważam tego za priorytet, za to z ufnością w Bożą opiekę robię swoje :). Takie jest Anielisko, pełne ufności.

Jak mówi Słowo Boże: Swoim aniołom dał rozkaz o Tobie, aby Cię strzegli    (Ps 91, 11).

  Ufam, że Jezus chce, aby było mi w życiu jak najlepiej, jednak nie dzieje się to tak po prostu.  To codzienny wysiłek, walka o modlitwę, poszukiwanie głosu Ducha Świętego. To trud, który owocuje pokojem serca, radością i ufnością. Mam też jeszcze jeden sposób na to, by cieszyć się wszystkim, co robię: „gdy się nie modlę to się modlę” :), modlę się w czasie przeznaczonym na modlitwę, ale też później, całym moim dniem, wszystkim co robię w danej chwili –  fajna sprawa, mówię Wam!  Staram się (bo różnie wychodzi) by wszystkie moje czynności zrobić jak najlepiej, z dziękczynieniem. Bardzo, bardzo staram się nie narzekać, tylko dziękować i błogosławić.

Moje codzienne ż(sz)ycie wygląda tak: sprzątam, gotuję, piorę, prasuję, robię zakupy, odbieram dzieci z przedszkola, przebieram Jerzyka, bawię się z nim, rozmawiam, śpię, jem, wstaję… Zapytacie może o to, kiedy w takim razie szyję? Różnie bywa, naprawdę. Czasami rankiem sprzątam i gotuję z Jerzykiem, a gdy on pójdzie na drzemkę, wtedy dwie godzinki jestem z aniołami. Niekiedy jest tak, że mój najmłodszy synek potrzebuje mnie w każdej sekundzie czynności, którą robi, wtedy szyję wieczorami lub nocą. Zdarza się, że cudowne babcie biorą dzieci na “wczasy”- nadrabiam wtedy duuuużo. Bywa i tak, że siadam na podłodze wśród klocków i szyję sobie na przemian budując wieżę.

Krótko mówiąc szyję w wolnych chwilach. Naprawdę te wolne chwile są. Im więcej obowiązków i zadań, tym sprawniej to wszystko idzie i mam czas na szycie. Dobra organizacja, dobry, mąż, dobra babcia i powstają anioły. Czy jest fantastycznie? No pewnie, że nie! Przynajmniej nie zawsze. Są trudne chwile, kłótnie, choroby i zniechęcenie. Co wtedy? Idę dalej. Jutro jest nowy dzień, więc wchodzę w niego na nowo.

To mój sposób, jeśli chcesz, możesz się nim zainspirować, ważne, byś wiedział/ wiedziała, że na pewno jest w Tobie wiele talentów, spróbuj je tylko odkryć, rób różne rzeczy, przyglądaj się sobie, swoim zdolnościom, a w końcu znajdziesz przestrzeń do rozwoju! Szukaj i działaj z radością ! 

Możliwość komentowania Moje codzienne ż(sz)ycie została wyłączona